SAMOKRYTYCZNA OCENA

Nowoczesność ta bowiem po­lega nie na tym po prostu, że głosi się po­gląd nowy, odmienny od poglądów po­przednich, lecz na przyjęciu w nauce dia­lektycznej postawy „negacji-negacji”, to znaczy na ciągle twórczym stosowaniu marksistowskiej metodologii ‚ (dialektyki myślenia) i budowaniu nowych tez i hipo­tez odpowiednio do nowego materiału em­pirycznego. Sądzę, że przy samokrytycznej ocenie rozumienia filozofii marksistowskiej wielu z nas mogłoby się zamyślić nad niejedną słabością tego rozumienia, a nawet cza­sami wręcz jego obcością marksizmowi. Wszak u wielu z nas, czasem mimo woli, obowiązek wierności marksizmowi znajdu­je wyraz w niechęci do unowocześniania tej filozofii odpowiednio do zmieniającej się wiedzy empirycznej. „Czystość” swej po­stawy rozumieją niektórzy marksiści jako uczenie się filozofii marksistowskiej i po­pularyzowanie nauki klasyków, a nie jako twórcze rozwijanie tej filozofii. Intelektu­alna bierność i dogmatyzm są konsekwen­cjami takiej postawy — a te z kolei, pra­wem reakcji, rodzą niekiedy odruch rewi­zjonistyczny.

ŻADEN MARKSISTA

„Żaden marksista nie upatrywał nigdy w teorii Marksa jakiegoś powszechnie obowiązującego schematu fi- lozoficzno-historycznego, czegoś więcej po­nad wytłumaczenie określonej formacji społeczno-historycznej” (…) „Żaden mark­sista nigdy i nigdzie nie argumentował w ten sposób, że w Rosji «musi być» kapi­talizm, «ponieważ» kapitalizm był na Za­chodzie itd.”Lenin zresztą, jak wiemy, nie tylko gło­sił przytoczone wyżej poglądy, lecz i w po­stępowaniu, w działalności politycznej kie­rował się wnioskami wynikającymi z ana­lizy aktualnej sytuacji. Należało to do je­go stylu myślenia i działania. Prawda jest zawsze konkretna — powtarzał wielokrot­nie — teoria i hipoteza to nie świętości, lecz narzędzia robocze, które trzeba zmie­niać i udoskonalać tak, jak zmienia się i udoskonala narzędzia materialne — sto­sownie do aktualnych potrzeb. Swoje sta­nowisko zilustrował Lenin następująco w przemówieniu na zebraniu aktywu mo­skiewskiej organizacji RKP(b) 6 grudnia 1920 roku: „Niedawno ukazało się czaso­pismo Międzynarodówki Komunistycznej pod nazwą: «Narody Wschodu». Między­narodówka Komunistyczna rzuciła naro­dom Wschodu następujące hasło: «Prole- tariusze wszystkich krajów i narody uci­skane, łączcie się!»

FUNDAMENTALNE PODSTAWY

„Nie traktujemy bynajmniej teorii Marksa jako czegoś zakończonego i niety­kalnego — pisał Lenin w roku 1899 w ar­tykule Nasz program — przeciwnie, prze­konani jesteśmy, że założyła ona jedynie kamień węgielny tej nauki, którą socjali­ści powinni rozwijać dalej we wszystkich kierunkach, jeżeli nie chcą pozostać w tyle za życiem. Sądzimy, że dla socjalistów ro­syjskich szczególnie niezbędne jest samo­dzielne przepracowanie teorii Marksa, teo­ria ta bowiem daje jedynie ogólne tezy przewodnie, które w szczegółach stosuje się inaczej do Anglii niż do Francji, ina­czej do Francji niż do Niemiec, inaczej do Niemiec niż do Rosji” . Wspomniał też Lenin poglądy Engelsa: „Nauka nasza — mówił Engels o sobie i o swym słynnym przyjacielu — nie jest dogmatem, lecz wy­tyczną działania. W tej klasycznej tezie z niezwykłą siłą i wyrazistością podkreślo­na została ta strona marksizmu, którą się tak często pomija. A pomijając ją, czy­nimy marksizm jednostronnym, wynatu­rzonym, martwym, wyjmujemy z niego jego żywą duszę, podważamy jego funda­mentalne podstawy teoretyczne — dialek- tykę, naukę o wszechstronnym i pełnym sprzeczności rozwoju historycznym; pod­ważamy jego związek z konkretnymi zada­niami praktycznymi epoki, które mogą się zmieniać wraz z każdym nowym zwrotem historycznym”.

POGLĄD NA TEMAT FILOZOFII

Czy jednak owo powtarzanie prawdzi­wych praw, które znał już Engels, jest nauką? Czy to wystarcza, aby zasłużyć na miano naukowca? — Moim zdaniem z nau­ką nie ma to nic wspólnego. Skoro uwa­żamy, że filozofia marksistowska jest (ma być) filozofią naukową, to należy zerwać z niedobrą praktyką ograniczania się w fi­lozofii do stałego powtarzania i komento­wania prawdziwych (i już chyba banal­nych) twierdzeń należących do klasyki marksizmu.Zdaje mi się, że taki właśnie pogląd na temat filozofii wypowiadał Engels w Lud­wiku Feuerbachu…, mianowicie chodziło o  filozofię odpowiadającą aktualnemu sta­nowi wiedzy. Śmierć filozofii to — według niego — śmierć takiej filozofii, która chciałaby trwać niezależnie od nieustan­nie zmieniającej się wiedzy naukowej. Podobnie, jak mi się zdaje, rozumiał za­gadnienie Lenin. W licznych jego wypo­wiedziach wprost uderza przekonanie, że marksizm, w tym także marksistowska fi­lozofia nie są jakimiś autonomicznymi wo­bec wiedzy naukowej systemami poglą­dów, raz na zawsze ukształtowanymi, z którymi trzeba się zapoznać dokładnie i wiernie cytować, lecz są systemami o- twartymi na zmieniającą się rzeczywistość i zmieniającą się wiedzę o tej rzeczywi­stości.

ZNANE PRAWA

Prawa te znane już były Engelso­wi. Pisał o nich, dowodził ich prawdzi­wości, bo wtedy trzeba było jeszcze to robić. Spór o dialektyczny charakter świata i ludzkiego myślenia był w wie­ku XVIII i jeszcze w XIX sporem w peł­ni żywym i ważnym. Dziś jednak nie istnieją (o ile wiem) poważne filozofie czy jakiekolwiek nauki szczegółowe, które negowałyby te prawa, nawet niezależnie od reprezentowanej przez nie ogólnej koncepcji światopoglą­dowej. Nikt się o to poważnie nie spiera.Tymczasem wielu autorów podręczników filozofii pisze, że filozofia marksistowska polega na głoszeniu tych praw i na ich dowodzeniu. Istotnie, niektórzy autorzy cały swój wysiłek wkładają w dobranie jak największej ilości faktów z różnych dziedzin życia, aby dowieść prawdziwości i powszechności tych praw. Moim zda­niem wysiłek przesadnie wielki, bowiem nie ma poważnych oponentów. Toteż aby uzasadnić owo wyliczanie przykładów — często odświeża się niedialektyczne poglą­dy z XIX i XVIII wieku.

ALTERNATYWA

Oto alternatywa: albo, wobec ogromu wiedzy współczesnej, świadomy naukowej odpo­wiedzialności filozof (lub nawet grupa fi­lozofów) nie podejmie się formułowania takich praw, lecz polegał będzie na uczo­nych — przedstawicielach poszczególnych dziedzin nauki, którzy realizują je częścio­wo tylko, w ramach swoich dyscyplin, albo też będzie powtarzał te ogólne prawa, któ­re już zostały sformułowane i znane są nauce od dawna, co jest równoznaczne ze właściwym tego słowa znaczeniu nauko­wą badawczością. A przecież jest oczywi­ste, że jeśli mamy uprawiać filozofię we właściwym tego słowa znaczeniu, nauko­wą, to nie możemy się ograniczać do po­pularyzowania twierdzeń sformułowanych lat temu kilkadziesiąt czy kilkaset. W podręcznikach filozofii pisze się, że filozofia marksistowska zajmuje się taki­mi najogólniejszymi prawami lub jest zbiorem takich praw (co, ostatecznie, na jedno wychodzi), i wylicza się je. Oto pra­wo powszechnego ruchu i zmian, prawo jedności i walki przeciwieństw, prawo przechodzenia zmian ilościowych w jako­ściowe.

LICZNE NAUKI SPECJALISTYCZNE

Czy wobec istnienia licznych nauk specjalistycznych i przy ich daleko posuniętej specjaliza­cji — co jest dziś niezbędne ze względu na potrzeby rozwijającej się praktyki — istnieje autor lub grupa autorów, którzy byliby zdolni przyswoić sobie w sposób do­statecznie głęboki aktualną wiedzę z wszy­stkich dziedzin specjalnych, aby z niej zbudować ogólny i w pełni naukowy obraz świata i jego mechanizmów? Czy znajdą się tacy autorzy w przyszłości? Wszak su­ma naszej wiedzy o świecie nie maleje, lecz rośnie. Jakiż to gigant i geniusz in­telektualny musiałby się pojawić, aby sprostać takiemu zadaniu. Przejaskrawia­jąc nieco problem można go sformułować tak: albo uogólnienie takie, gdyby się po­jawiło, byłoby powierzchowne i częściowo intuicyjne, lub też nie będzie go wcale. Podobne wątpliwości wysunąć można także wobec poglądu, że filozofia (także filozofia marksistowska) jest nauką o naj­ogólniejszych prawach rozwoju przyrody, społeczeństwa i myślenia ludzkiego.

SKŁONNOŚĆ DO FILOZOFOWANIA

Zatem filozof-marksista powinien coś umieć poza swoją skłonnością do „filozo­fowania”, powinien coś wiedzieć, na czymś się znać, być specjalistą, fachowcem w któ­rejś z dziedzin wiedzy o świecie. Powinien być jednocześnie albo fizykiem, albo che­mikiem, albo biologiem, albo socjologiem, albo ekonomistą, albo historykiem itd.; lub specjalistą w kilku dziedzinach — jeśli stać go na kompetentne opanowanie ich. Taki chyba program w odniesieniu do filo­zofii zarysował Engels w Ludwiku Feuer­bachu…-. budować ogólny obraz świata i teo­rię mechanizmów przyrodniczych i spo­łecznych w oparciu o fakty. A któż zna je lepiej niż specjalista naukowiec i specja­lista praktyk? Lecz tu od razu pojawia się wątpliwość, która przypuszczalnie wiąże się z antyno- micznym charakterem pewnych dość po­pularnych poglądów na przedmiot filozofii marksistowskiej. Oto powiada się: filozo­fia (także filozofia marksistowska) jest uogólnieniem nauk szczegółowych, jest ogólnym i całościowym obrazem świata stworzonym na podstawie danych formu­łowanych przez nauki szczegółowe. Jed­nakże pod adresem zwolenników takiej koncepcji filozofii trzeba skierować pyta­nie: czy dziś jest to możliwe?

DIALEKTYKA

Dialektyka… — Nie sposób, moim zda­niem, uprawiać dialektyki jako odrębnej dziedziny, dialektyki czystej, jako takiej. Można tylko myśleć dialektycznie (lub nie- dialektycznie), badać dialektycznie (lub niedialektycznie), wykładać dialektycznie, pisać dialektycznie. Można (i trzeba) być dialektycznym fizykiem, dialektycznym biologiem, dialektycznym historykiem, dialektycznym socjologiem, dialektycznym politykiem — nie można zaś być tylko dia­lekty kiem. A czy można być tylko filozofem-mar- ksistą? — to znaczy’ uprawiać filozofię marksistowską poza fizyką, chemią, biolo­gią, psychologią, historią, socjologią, eko­nomią, polityką itp.? Czy marksista może dziś kompetentnie uprawiać filozofię, nie znając żadnej specjalistycznej dziedziny wiedzy? Czy dyletant może być filozofem- -marksistą? — Oto pytania, do których prowadzi analiza historycznego procesu rozczłonkowywania się ludzkiej wiedzy i wyodrębniania się z niej szeregu nauk specjalistycznych, procesu, który trwa nie­ustannie i zawęża obszar pojmowanej tra­dycyjnie filozofii do nikłej „resztówki”. Pytania zresztą jawnie retoryczne. Dla­czegóż bowiem mielibyśmy pochwalać dy­letanctwo?

PRZEDMIOT FILOZOFII

Co się więc ostaje jako przedmiot filo­zofii? — „Pogląd ten kładzie jednakże kres fi­lozofii w dziedzinie historii, podobnie jak dialektyczne pojmowanie przyrody czyni wszelką naturfilozofię zarówno zbyteczną, jak i niemożliwą. We wszystkich tych dzie­dzinach nie chodzi już o to, żeby wysnu­wać z głowy związki między zjawiskami, lecz o to, aby je wykrywać w faktach. Dla filozofii, wypędzonej z przyrody i z histo­rii, pozostaje tedy jeszcze tylko królestwo czystej myśli — o ile ono jeszcze pozosta­je — nauka o prawach samego procesu myślowego, logika i dialektyka” .Nie sądzę, aby ową engelsowską uwa­gę — „o ile ono jeszcze pozostaje” — moż­na było zlekceważyć. Czy logika to filozofia? Niewątpliwie do filozofii należała; ale któraż nauka nie należała do niej on- giś? Dziś jeszcze traktuje się logikę, jako dyscyplinę filozoficzną, ale sądzę, że dzie­je się tak właśnie siłą tradycji. W przy­szłości nikt prawdopodobnie nie będzie od­czuwał potrzeby nazywania logiki filozo­fią. Podobnie jak z matematyką. Dziedzina bardzo blisko spokrewniona z logiką, rów­nież niegdyś filozoficzna, dziś cieszy się pełną autonomią. Podobnie jak z fizyką, medycyną, astronomią, polityką, psycho­logią itp.